Dojrzałość

Myślę, że to jest właśnie dojrzałość.

Pełne zainteresowania obserwowanie spod ciepłego koca małego żuczka, który drepcze po parkiecie w stronę białego, puszystego dywanu. Skąd się wziął akurat teraz i tutaj? Gabrysia piszczy na jego widok. Piotr po męsku ratuje córkę z opresji. Zostaje ledwo zauważalny drobny ślad na podłodze, na który nawet pies nie zwraca uwagi. Przyjmuję ze spokojną rezygnacją los małego żuka. Tyle się w tej chwili splątało ze sobą, zespoliło w jedno. Tyle się zadziało. I gdy pomyślę, że w jednym mgnieniu oka spotykają się ze sobą światy całe, istnienia i nieistnienia, drogi i ścieżki, spojrzenia i krzyki – to jest tak, jakbym nie mogła oddychać z wielkiego zadziwienia.

Zaszufladkowano do kategorii Drobiazgi | Dodaj komentarz

Bez obiadu

Dzisiaj nie było obiadu. Nie zdążyłam. Mimo to żyjemy i mamy się całkiem dobrze. Dziewczyny przetrwały na bułkach, parówkach, kukurydzianym chlebie i wodzie. Od kompletnej rozpaczy ratował nas słoik Nutelli.

Pies przewrócił stojak z kwiatami,  ale nie zerwałam się od stołu, żeby biec po zmiotkę. Ze stoickim spokojem delektowałam się dalej gotowanymi parówkami z ketchupem. Zignorowałam też fakt, że podłoga czarnieje od brudu, zlew się lepi, a w łazience straszą wszelkiego rodzaju zarazki, drobnoustroje i inne potwory. No cóż.

Za to byłam na czterech spacerach z psem. Jeden, dłuuuugi, skutkował wytarzaniem się zwierzaka w czymś mało atrakcyjnym dla ludzkiego nosa. Trzeba więc było myć. Zwierzaka oczywiście, nie nos. To wtedy powinnam przygotowywać obiad. Zamiast tego zamknięta w łazience z umorusanym, cuchnącym psem i rozchichranymi dziećmi, zastanawiałam się czy wyjdę cało z tej operacji. Oczywiście po kąpieli suni trzeba było umyć jeszcze i siebie i łazienkę. Takie życie.

Poprowadziłam ciekawe zajęcia dla dzieci z edukacji domowej. Dwie godziny zabaw grafomotorycznych i logopedycznych, geometrycznych i językowych oraz dwie godziny warsztatów o uczeniu się. Nieźle, naprawdę.

Zrobiłam też w międzyczasie dwa prania, które starannie rozwiesiłam do wyschnięcia. Odbyłam kontrolną wizytę ze szczurem Piorunem u weterynarza (tak, tak, nie żartuję – szczur należy do Gabrysi – i był wczoraj operowany, poważna sprawa). Potem zaliczyłam jeszcze sklep, bo lodówka zupełnie pusta. Rehabilitację z Łucją. I już wreszcie mogłam napić się herbaty. A była dopiero 18.00. Wspaniale. Wieczór należy do mnie. Poczytam, porysuję, obejrzę film, zadzwonię do przyjaciółki…

Położyłam się tylko na chwilę, żeby odpocząć.

Herbata wystygła.

 

 

 

 

Zaszufladkowano do kategorii Drobiazgi | Dodaj komentarz

Dzień Doskonały

Przytrafił mi się dzisiaj Dzień Doskonały.

Budzik zadzwonił o 8.00, ale wtulona w ciepłe mruczenie męża, nie czułam potrzeby wystawiania nosa spod wygrzanej kołdry. Słyszałam, jak śpią nasze córki, na dole, w swoich pokojach, w swoich szczęśliwych snach. Poranek miał szary kolor. Dudniły dźwięki przejeżdżających aut. W sypialni, na poddaszu drzemałam opatulona kołdrą i kocem. Za mną mijała noc. Ze mną był mężczyzna, który kocha.

Czar trwał. Przedpołudnie cudownie domowe i spokojne, szczęśliwe i błogie. Z dziećmi, lekcjami, nieporządkiem i dużym kubkiem gorącej, pachnącej herbaty. Wszystko takie proste i dobre, że aż nie można uwierzyć. Trochę żartów i śmiechu, trochę min surowej polonistki nad ćwiczeniami z przyimków, duuuużo Gabrysinego śpiewu i powagi dorastającej córki. I wiele, wiele miłości, z której czerpałam pełnymi garściami. Gabrysia siedziała przy stole na wielkiej piłce, Łucja tuż obok mnie wyliczała okoliczniki. A pomiędzy częściami zdania a częściami mowy byłam sobie ja. Najzwyczajniej w świecie.

Potem jeszcze dyskusja o człowieku, istocie społecznej, opowieść o Williamie Sidisie i mądre wnioski moich mądrych córek, dalej fotosynteza i sposoby odżywiania się organizmów, łańcuchy pokarmowe, angielski on-line z babcią, gotowanie spaghetti, krzątanina w kuchni i wreszcie – kulminacyjny moment dnia – obiad. Między tym wszystkim powroty do Miłosza i jego „Drugiej przestrzeni”, ukochanej przeze mnie poezji Mistrza.

Później cudownie gorąca herbata i odpoczynek w cichym,  uspokojonym domu. Poukładanie myśli. Zamknięcie oczu. Bliskość i czułość i ciepło. Chęć, żeby żyć dalej, żeby zająć się kwiatami z balkonu, posprzątać po obiedzie, poczytać, pogadać z kimś mądrym i dobrym. Podzielić się wewnętrznym uśmiechem.

Na kolację sałatka i gruszka. Pyszna. Soczysta. Doskonała.

Zaszufladkowano do kategorii Drobiazgi | Dodaj komentarz

Jesień

JESIEŃ

na poddaszu malowanym w zielone liście

jesień przysiada w tumanach kurzu

zimno –

– skarży się żałośnie –

– mokro –

i włazi nam pod pierzynę

jak mruczący kot

Zaszufladkowano do kategorii Wiersze | Dodaj komentarz

Nie ogarniam

Nie ogarniam świata – taki tytuł nosiła książka-wywiad z Ryszardem Kapuścińskim. Spodobało mi się to określenie zanim jeszcze dzisiejsza młodzież zaczęła używać wyrażenia ogarnij się w znaczeniu weź się w garść, zajmij się tym, itp. Jak więc widać, jestem doskonałym przykładem tego, że literatura uczy i wychowuje, a już na pewno poszerza słownictwo. Nie ma to jak uczyć się od mistrza.

Z książki niewiele już pamiętam, ale codziennie nie ogarniam świata, a zwłaszcza własnego domu, ogródka i rodziny, niekoniecznie w takiej kolejności. Ani jesienna szarówka ani pandemia nie pomagają. I chociaż próbuję sama siebie przekonywać, że nie muszę szorować podłogi, gotować obiadów, mieć w głowie harmonogram całej rodziny i być jednocześnie nauczycielką, terapeutką, asystentką i Bóg wie, kim jeszcze – to najczęściej z marnym skutkiem. W podświadomości mam zapisany mechanizm bohaterstwa i autodestrukcji, nawet nie zapisany, ale wypalony chyba na żywym ciele. Zaczynam wątpić w to, że kiedykolwiek się go pozbędę.

Nie ogarniam mojego świata. Dzieci, które za szybko wyrastają z ubrań, męża, któremu siwieje broda, homeschoolingu, który toczy się bez naszego udziału, mieszkania, które wymaga remontu, liści zalegających w ogródku, zdrowej diety, terminów, zasad, zakupów i potrzeb, zwłaszcza własnych. A już w ogóle nie ogarniam covida. Bać się skurczybyka czy się nie bać? Nosić grzecznie maseczkę czy nie nosić? Kto ściemnia, a kto mówi prawdę? Uff, dochodzę do wniosku, że Hamlet mimo wszystko miał łatwiej niż ja. A pytania egzystencjalne narastają wraz z rozwojem cywilizacji. I narasta ich poziom trudności.

Za dużo. Wszystkiego jest za dużo, żeby to ogarniać. Bodźców, opinii, informacji, zagrożeń, wiedzy. Jak żyć – chciałoby się spytać, ale kto ogarnie odpowiedź?

Zaszufladkowano do kategorii Drobiazgi | Dodaj komentarz

nad zwłokami dni

***

smutno

łzy milczące skargi

płyną donikąd

wracam

twardym kamiennym tunelem

po ostrych krawędziach chwil

zastygam

jak Niobe

nad zwłokami naszych dni

Zaszufladkowano do kategorii Wiersze | 2 komentarze

Siatka na motyle

Dzisiaj się zatrzymałam. Nie planowałam tego. W nocy, gdy znów próbowałam oswoić demony, projektowałam nadchodzący dzień. Miał być pełen krzątaniny, spraw i sprawek, decyzji i rzeczy, które się robi. Zbagatelizowałam dreszcze i uczucie chłodu po niedzielnej bitwie z lodami i burzą. Zbagatelizowałam komunikaty, które wysyła do mnie moje niestrudzone ciało.

Tryb zadaniowy to w ogóle bardzo frapująca przypadłość. Jest jak siatka na motyle wyciągnięta wysoko, zawsze w gotowości, żeby złapać coś, co jest kruche i delikatne i ulotne jak mgła. A potem dumni, zmęczeni, skrupulatnie układamy skrzydełka złapanych chwil w odpowiednich szufladkach. Te najpiękniejsze z naszych motyli będą się kurzyć za szybą.

Zdumiewa mnie, jak łatwo było powiedzieć: słyszę cię, Ciało, rozumiem Cię ciało, kocham. Nie znalazłam potrzeby walki, zaprzeczania, udowadniania, że to nic, że samo przejdzie. Nie. Słyszę Cię. Wiem, czego ci potrzeba. I zamierzam Ci to dać.

Zatem rano zostałam w łóżku, akceptując bolące gardło, cieknący nos i pulsowanie w prawym uchu. Wzięłam aspirynę. Opatuliłam się szalikiem i grubym kocem, zrobiłam herbatę w dużym kubku. Z miodem, cytryną i imbirem. Ciało jest mi wdzięczne. Rozgrzane i zaopiekowane cudownie współpracuje z umysłem. Rozpływam się w błogim cieple niebieskiego pledu.

Dziś nie łapię motyli. Po prostu je podziwiam z lekko przymkniętymi oczami.

 

Zaszufladkowano do kategorii Drobiazgi | Dodaj komentarz

Do domu

DO DOMU

 

Do domu idzie się zawsze w przeciwnym kierunku

Po przeciwnej stronie

Wspina się zawsze nie po tym zboczu

Płynie niewłaściwą rzeką

Pod prąd

 

Do domu prowadzą zawsze nieodpowiednie zakręty

Manowce które wcale manowcami nie są

Zgubne objazdy i ślepe uliczki

 

Dom czeka zawsze u kresu

Gdy człowiek już wie

Że wszystkie drogi są tak naprawdę jedną

Zaszufladkowano do kategorii Wiersze | Dodaj komentarz

Gubię się

Gubię się w codzienności. Zamykam siebie w klatce obowiązków i powinności, w poświęceniu i męczeństwie. To, co moje, to, co dla mnie, odsuwam jak zimną herbatę. Świadomość destrukcyjnych mechanizmów, którym ulegam, krąży gdzieś niepewnie w mojej głowie. Droga samoudręczania jest znana, przebyta już milion razy, swojska. Trudno, szalenie trudno z niej zejść.

Tysiące drobnych spraw jak kamyki wkładane do kieszeni. Setki banalnych decyzji do podjęcia, wypowiadanych słów, wykonywanych czynności pozbawiają sił. Czas gna jak opętany. Bezlitośnie wymagam od siebie bohaterstwa, bezlitośnie skazuję siebie na cierpienie.

Codziennie, chwila po chwili gubię się na drogach wyuczonego męczeństwa.

Zaszufladkowano do kategorii Drobiazgi | Dodaj komentarz

Wszystkie zdobyte szczyty

Przeżywamy przygody. Ścieżki pośród pól, traw i lasów pnące się coraz wyżej i wyżej, są pełne tajemnic, które czekają tylko, aby je odkrywać, zachwycać się nimi, przygarnąć jak bezdomnego psiaka. Dziewczyny okazały się niestrudzonymi wędrowcami. Łusia maszeruje dzielnie po bezkresach bieszczadzkich dróg. Gabrysia z entuzjazmem wspina się na zalesione szczyty. Mnie brakuje tchu.

Każdy dzień jest tutaj jak symbol, a każdy widok jak dotknięcie Boga. Jest mi dobrze w tym świecie tak różnym od tego, który znam. Pozwalam sobie na powolne zapominanie zwyczajnej codzienności. Szczęście przychodzi do mnie w deszczu i błocie gdzieś na stromym bieszczadzkim szlaku, na którym upadam bez wstydu i poczucia winy.  Już się nie boję upadków. Są tak samo moje jak wszystkie zdobyte szczyty.

Zaszufladkowano do kategorii W drodze | Dodaj komentarz