Wrocław. Dzień pierwszy.

Wrocław przywitał nas burzą. Nisko zawisły chmury. Potężne krople rozpryskiwały się z gniewną mocą o ulice, chodniki, dachy. Z trzeciego piętra białej kamienicy na ulicy Nauczycielskiej (co za ironia!) patrzyłyśmy we trzy na kawałek miasta.

Spokój rozlewał się we mnie jak woda.

Opublikowano W drodze | Skomentuj

Wyprawa. Początek.

Po wczesnowieczornym wczorajszym gniewie ciepłe ciało męża koiło nadwyrężone nerwy. Zatrzymywało w pościeli pachnącej deszczem i latem. Poranek zbudzony terkotem budzika leniwie krążył nad nami – wtulonymi w siebie istotami dzielącymi wspólną samotność. Było cicho.

Krzątając się na górze, szukałam słów modlitwy. Dziś dziękowałam za piękno bycia matką. Dziękowałam za Adasia.

Potem szybkie śniadanie. Ostatnie drobiazgi do plecaków. 6.40. Wyprawę czas zacząć.  Dziewczynki gotowe i podekscytowane. Z bagażami jedziemy na dworzec PKP. Tym razem kierunek: Wrocław.

Opublikowano W drodze | Skomentuj

Zadziwienie

Lubię być mamą.

Wraz z życiową dojrzałością przychodzi zadziwienie macierzyństwem. Ze zdumieniem wspominam czas, gdy dzieci były maleńkie, a człowiek pędził do pracy, wolał pracę,wybierał pracę, wychowanie i opiekę nad własnym potomstwem oddając innym – babciom i dziadkom, ciociom, paniom z przedszkola, opiekunkom, etc. Ze zdumieniem patrzę na siebie sprzed lat, młodą matkę zafascynowaną pracą zawodową, naukową, społeczną. Twierdzącą z wielkim przekonaniem, że doskonale łączy to wszystko z wychowaniem dzieci. Śmieję się teraz sama z siebie.

Owszem, były chwile wspólnej radości, wyjazdów, spotkań, czytania książek i rozmów. Był czas przeznaczony dla domu i dzieci. Nie było tylko stałej obecności. Nie było poczucia, że mama jest w domu, obok, na wyciągnięcie ręki. Nie ubolewam przecież nad tym. Nie rozpaczam. Zdumiewam się jedynie prawidłościami życia. Młodością, która trochę oszukuje. Dojrzałością, która zawsze przychodzi za późno. Żalem, który niczego nie może odwrócić.

Zdumiewam się i chłonę teraźniejszość tak mocno, jak tylko mogę. Aż do zmęczenia. Aż do wyczerpania. Tworzę dom dla tych, których kocham. Jestem w domu. Uczę moje dzieci gotowania, sprzątania, rozmawiania. Wyruszam z nimi w podróże do świata sztuki, muzyki, literatury, teatru. Towarzyszę obecnością, gdy się smucą i gdy się cieszą. Wygłupiam się z nimi, wracając z całodziennej wyprawy do stolicy. A kiedy trzeba, mówię o śmierci, o nędzy, o seksie i miłości.

Wieczorami, gdy bycie mamą zaczyna nużyć, chronię się na górze, pod ciepłym kocem, otulona delikatnym światłem lampy i zapachem owocowej herbaty.

Opublikowano Drobiazgi | Skomentuj

Teraz

Egeusz

współczesny Egeusz
staje z boku
oczekiwanych wydarzeń

jego twarz
już od rana przybiera
kolor rozpaczy
(Egeusz próbuje zatuszować go
pudrem uśmiechów)

nie jest malowniczy
ze swoim gestem
tragika

patrzy na morze
kiedyś ma wrócić syn
(zabójca i uwodziciel)

wkrótce
Egeusz spuszcza głowę
wraca
do pustego mieszkania

żagle znowu są czarne

 

***
Teraz jest brzeg łóżka.
Nogi zaczepione o dywan.
Pościel która oddycha.

Nie trzeba dużo.
Nawet słów nie trzeba.

Opublikowano Wiersze | Skomentuj

Szkoła

Czasami muszę jeździć do szkoły.

Szkoła jest publiczną instytucją edukacyjną. Inaczej dydaktyczno-wychowawczą. Tak to się określa w literaturze przedmiotu. Czyli że instytucja ta ma na celu kształcenie i wychowywanie dzieci i młodzieży.

Kiedyś wierzyłam, że szkoła może być dobrym miejscem, a nauczyciel – mistrzem pociągającym za sobą uczniów. Spróbowałam stworzyć taką szkołę i przez krótką chwilę chyba się udało. Jednak doświadczenie pracy w szkołach publicznych skutecznie wyleczyło mnie z idealizmu.

Każdy, kto spotkał się z rzeczywistością szkolnictwa publicznego w naszym kraju, ma świadomość szeregu obecnych w nim absurdów. Czasem zabawnych, częściej jednak budzących grozę i niedowierzanie. Widziałam brzydkie, brudne, odrapane sale, w których nie mieścili się uczniowie. Widziałam wiecznie niezadowolonych, nieżyczliwych nauczycieli. Spotkałam polonistkę, która robiła błędy ortograficzne na tablicy i w dzienniku. Słyszałam nauczycieli wyśmiewających swoich uczniów, plotkujących, krzyczących, gruboskórnych i sfrustrowanych. Miałam do czynienia z dyrektorami przekonanymi o swojej nieomylności, traktujących ludzi niczym niewolników, bez poszanowania dla ludzkiego czasu i zobowiązań. Byłam świadkiem chamstwa, demoralizacji, przemocy, głupoty i prymitywizmu. A wszystko to w szkole publicznej.

Źle zarządzane, z anachroniczną Kartą Nauczyciela, z przestarzałymi metodami kształcenia i systemem wychowawczym rodem z PRLu stają się te nasze publiczne szkoły instytucjami nieprzystającymi do nowoczesnych czasów, do wyzwań XXI wieku, do charakterystyki człowieka będącego częścią społeczeństwa informacyjnego, społeczeństwa wiedzy. W szkołach królują absurdalne programy nauczania nijak mające się chociażby do istoty egzaminów zewnętrznych. Młodzież jak u Gombrowicza – upupiana, dręczona irracjonalnym systemem oceniania, infantylizowana, odrywana od rzeczywistych spraw, problemów, zajęć. Kiepsko przygotowani do pracy nauczyciele, ograniczeni tylko do swojego przedmiotu, bez kompetencji pedagogicznych, z niskim stopniem kreatywności, powielający stare, atawistyczne metody pracy, zalęknieni i słabi.

Nie lubię jeździć do szkoły. Nie mogę tam oddychać. Duszę się atmosferą lęku, beznadziei, braku radości. Tracę wiarę w siebie, w swój pedagogiczny zmysł, w powołanie do pracy wychowawczej.

Jako nauczyciel wierzę, że nauka może być pasjonująca, łatwa i wspaniała. Jako pedagog jestem przekonana, że wychowanie zaczyna się od relacji, od dialogu, od długich rozmów na każdy, nawet najtrudniejszy temat. Jestem przekonana, że wychowania nie da się zredukować do godziny wychowawczej, do szkolnej sali. Aby wychowywać młodych ludzi, trzeba z nimi wyjść w świat. Wędrować. Przeżywać przygody. Zadawać pytania i słuchać z uwagą odpowiedzi. Trzeba z nimi być. Życzliwie i z łagodnością. Nie oceniać, ale prowadzić, to znaczy: wskazywać drogę.

To dlatego uwielbiam edukację domową.

 

 

Opublikowano Drobiazgi | Skomentuj

Rozmaitości

***
nagość onieśmiela

boi się spojrzeń lustra

szorstkim ręcznikiem
wycieram
ręce
piersi
brzuch
nogi

wanna płacze z niespełnienia

 

Don Kichot

czasami
śnią mu się smoki
zielone i wielkie

powietrze drży wtedy
od piekielnego ognia

mój mąż
kroczy dzielnie
po równinach dywanu

 

Bunt

kulawy kowal i boska Bia
miażdżą skowanego

wylewa się z niego humanizm
co znaczy gorycz bez dna

bunt
czyli obrona ludzi
prowadzi do stóp Kaukazu

Kaukaz jest wielce cierpliwy

Opublikowano Wiersze | Skomentuj

Mitologicznie

***
w moich snach
czasami przeżywają dzieci
smutnej Niobe

bawią się
przed kamiennym blokiem

wujku
krzyczą
wujku

ubrany w elegancki garnitur
Tantal zawsze przynosi im jabłka

 

Jesień warszawska

warszawska jesień ma kształt Eurydyki
co dzień ucieka
przed rozpustnym szałem
co dzień umiera

czas – smutny Orfeusz
ciągle milczy –

odwraca się i milczy

Opublikowano Wiersze | Skomentuj

Mgnienia

***
jestem
odległa
o niespokojne noce
nawet
gdy pieścisz mój strach
opuszkami palców
jak trawą

 

***
niebo nisko
zawisło
jakby chciało ogrzać ziemię

niebo nisko
zawisło
może zmęczyło się błękitem

niebo nisko
zawisło
dotykało moich włosów
a ja
– głupia –
myślałam że to twoja ręka

 

***
na projekcie swojego grobu
narysowała zieloną biedronkę
(nie lubiła czerwonego koloru)

zielone biedronki
łatwo gubią się w trawie
– mówiła

 

***
mężczyzna
ma palce
którymi rzeźbi
krajobrazy ciała

ma skrzydła
na których wznosi kobietę
wysoko

potem razem spadają do morza

Opublikowano Wiersze | Skomentuj

Erotyk

Erotyk dla Piotra

uczę się być kobietą
kiedy mnie dotykasz
od snów nabrzmiałymi palcami

uczę się zamykać oczy
oddychać
rozkwitać

drżeć się uczę zmysłowo
jak kropla potu
na nagich twoich plecach

Opublikowano Wiersze | Skomentuj

O Judaszu

Konwalie

Judasz wydał Go za konwalie
pachniały
do szaleństwa

bliskoziemna kobieta- może sam Belzebub –
na rogu wielkiego skrzyżowania

przypadkowo końce palców zanurzył

trzydzieści
to i tak mało za zapach

 

 

Opublikowano Wiersze | Skomentuj