Sen

Niedawno miałam sen. Siedziałam w ciasnym pokoju w małym domku. W tym samym pomieszczeniu było mnóstwo osób, ludzi z mojej przeszłości i obecnego życia, bliskich i znajomych, a także kilka przypadkowych, znanych ledwo z widzenia. Wyglądało to jak sesja terapeutyczna, warsztaty dda. Prowadząca coś mówiła, ale nie mogłam usłyszeć jej słów. Ciągle uciekałam wzrokiem do brązowego fotela stojącego pod przeciwległą ścianą. Siedziały tam moje córki i jakieś inne dzieci, moi rodzice, siostra, brat, teściowie. Zdawało mi się, że dobrze się bawią, ale nie miałam pewności. Chciałam wiedzieć, co robią, lecz ich też nie mogłam usłyszeć.

Potem wszyscy wyszliśmy z budynku, a dookoła nas rozpościerała się wspaniała przestrzeń: drzewa, niebo, po prawej stronie ścieżki duża, szeroka, wartka rzeka, której brzegi porośnięte były kolczastymi krzakami. Szliśmy razem, w grupie, wszyscy na spacer, chociaż nikt nie wiedział, dokąd idziemy. Ktoś wyrzucał mi, że nie znam okolicy własnego domu. Ktoś inny krytykował, że idziemy za wolno. Bolała mnie głowa. Nie chciałam z nimi być, nie chciałam iść, ale szłam.  Pragnęłam krzyczeć, a zaciskałam usta. Jedna z osób wskazała palcem drogę, której nie rozpoznawałam, i wszyscy podążyliśmy w tamtym kierunku. Wkrótce krajobraz się zmienił i znaleźliśmy się w mieście, przy wybrukowanej ulicy i budynkach z czerwonych cegieł. Było gorąco. Zatrzymaliśmy się na przystanku z przezroczystymi ścianami. Wszyscy zdejmowali plecaki i torby, ktoś zdjął bluzę, ktoś inny zostawił na ławce butelkę z wodą. Nikt mnie nie widział, podczas gdy ja patrzyłam na wszystkich po kolei. Usnęłam w swoim śnie. Zmęczona otwierałam oczy, które wydawały się ciężkie i ogromnie zmęczone. Byłam sama. Zapadał zmierzch, a wokół mnie nie było nikogo. Na przystanku tkwiły pozostawione przez moich towarzyszy pakunki, bagaże, zakupy, książki, butelki, kurtki i bluzy. Zaczęłam zbierać to wszystko, pakować do swojej torby i upychać w kieszeniach. Musiałam się śpieszyć, żeby ich dogonić, żeby oddać im te zagubione rzeczy. Zrobiło się zupełnie ciemno, a ja nie wiedziałam, w którą stronę mam iść.

Wydawało mi się, że długo trwam w tym zawieszeniu i niepewności. Gdy się obudziłam, na policzkach wyczułam łzy. Teraz noszę ten sen w sobie. Układam symbole i znaczenia, odkrywam kawałki opowieści, która –  dzień za dniem – zaczyna składać się w całość.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Depresja, Drobiazgi. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.