Urlop

Wzięłam urlop. Od codzienności i rutyny. Od bliskich. Od sprzątania, prania i gotowania. I od psa.

Wbrew pozorom, mimo że marzyłam o tym od dawna, do ostatniej chwili nie mogłam się zdecydować, żeby wyjechać. Odzywało się poczucie winy i syndrom matki-Polki. Odpuszczenie kontroli to naprawdę poważne wyjście ze sfery komfortu, krok w stronę przygody, w drugą przestrzeń, w Inne. Towarzyszy temu uczucie niepewności, lęku i – ekscytacji. Dziwi mnie, jak codzienność potrafi ograniczać, hamować porywy duszy, sabotować wewnętrzne pragnienia i siłę. Proces mojego uzdrawiania trwa już od jakiegoś czasu, a ja mam wrażenie, że tyle jeszcze do zrobienia, do uporządkowania w sobie i na zewnątrz.  Dobre nawyki to codzienny wybór, niełatwy, bo przez lata żyło się przecież inaczej; sięgało się po coś innego na smutek, żal i zniechęcenie, a rozpacz i zmęczenie były nieodłącznym towarzyszem bezsennych nocy. Teraz kładę się wcześnie i wcześnie wstaję, gdy domownicy jeszcze śpią. To jak wielkie, niewyczerpane źródło dobrej energii – poranna cisza, kubek gorącego naparu z pokrzywy, nieśpieszny spacer z psem, gdy powoli budzi się moje miasto. Czasem medytuję, wpatrując się w płomień świecy lub ogień na kominku. Czasem się modlę. Czasem po prostu myślę o wszystkich dobrych ludziach, którzy są dla mnie ważni i wysyłam im życzliwość i życzenia wszelkiej pomyślności. Słucham pięknych afirmacji, dzięki którym buduję swoje poczucie wartości i uczę się patrzeć na siebie i świat w inny, wzmacniający mnie sposób. Krok po kroku odzieram się z warstw negatywnego postrzegania, krytycyzmu, nierealnych oczekiwań i złych nawyków, w które obrosłam przez prawie czterdzieści lat życia. Każdego dnia przemawiam do siebie czule, po imieniu, przytulając moje wewnętrzne dziecko. Dużo czytam. Próbuję wrócić do pisania, codziennego aktu tworzenia, oczyszczającego i kojącego duszę. Zgłębiam tajemną już dla nas wiedzę o ziołolecznictwie. Zerwałam toksyczne relacje. Uczę się cenić moją pracę i to, co daje ona innym, choć przyznaję, że ta przestrzeń jest najtrudniejsza do zmiany. Dystansuję się od uczuć i stanów innych. Nie rzucam już wszystkiego, by pędzić ratować świat lub rozwiązywać problemy bliskich. Nie. Wymagam pomocy od domowników, bo nasz dom to nasze wspólne miejsce. Wymagam poszanowania moich potrzeb i czasu na odpoczynek. Zmieniam przestrzeń, w której żyję; zmieniam zasady, którymi się kieruję; zmieniam Siebie. Trwa Mój Czas. I jest cudnie.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Depresja, Drobiazgi. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.