Sexta

Ostatni spóźnialscy przebierają się w szatni. Przed sekretariatem niewielka kolejka rodziców. Stawiam ciężkie torby na krześle. Podnoszę roletę. Zdejmuję płaszcz. Szybko zerkam na plan. Wciąż nie mogę zapamiętać, o której mam lekcje. Godzina 8.30. Pani Marta wspaniałomyślnie daje mi chwilkę.

A potem się zaczyna… Dokumenty do podpisu. Na już. Dzwonił pan K. Prosi o odpowiedź. Artykuł do gazety pilnie potrzebny. Agnieszka chce porozmawiać w sprawie dziecka. Musimy zrobić analizę finansową. Jest problem z ogrzewaniem. Rodzice z 2a niezadowoleni. Jutro spotkanie zespołu. Trzeba jeszcze … Pilna sprawa… Koniecznie…Czy może pani…?

Nieustanne pukanie do drzwi. Dźwięk telefonu. Siadam i wstaję. Wstaję i siadam. Uśmiecham się. Słucham. Reaguję. Odpowiadam na pytania. Myślę. Działam. Biegam. Mówię. Planuję. Organizuję. Analizuję. Interweniuję. Szukam rozwiązań. Kontroluję. Piszę. Czytam. Wychowuję. I wreszcie – uczę. W gimnazjum.

Godzina 11.40. Uczniowie w auli równiutko ustawieni. Cisza. Ręce same składają się do modlitwy. Anioł Pański zwiastował Pannie Maryi…

Chwila wytchnienia. Żeby można było biec dalej.

Pokojem obdarz nasze serca…

Zaszufladkowano do kategorii Liturgia godzin | Dodaj komentarz

Tertia

8.00. Zamykam drzwi mieszkania. Dzieci pobiegły do samochodu. Zabawny kluczyk z żyrafą chowam do kieszeni płaszcza. Przelotne spojrzenie na ogród. Kiedy opadły liście z winorośli? Zbiegam ze schodów. W jednej ręce aktówka wypchana do granic możliwości. W drugiej ręce laptop. Na ramieniu torba. Pędzę na parking przez alejkę wysadzaną tujami. Panie, prowadź mnie dzisiaj swoimi drogami. Wrzucam torby do bagażnika. Dziewczynki już usadzone. Zapnijcie pasy. Ciepło wam? Gotowe? Ruszamy.

Czekamy w nieskończoność, aby skręcić w  lewo. Sznur samochodów jadących jeden za drugim. Jak mrówki. Irytacja wzrasta. Co chwila patrzę na zegarek. Teraz! Ten jeden moment, gdy auto może się prześlizgnąć na prawy pas. Słyszę przeciągły dźwięk klaksonu. Jeszcze tylko jedno rondo, drugie. Mijamy kościół. W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Zerkam w lusterko. Dziewczynki zamilkły. Znak krzyża. Panie, oddajemy ci ten dzisiejszy dzień. Nasze radości i smutki. Chcemy chwalić cię w każdym napotkanym dziś człowieku. Spraw, aby każda nasza myśl, słowo i uczynek były na chwałę twoją, nie naszą. A praca i nauka niech będą dla nas pożytkiem doczesnym i wiecznym. Amen – mówią dzieci. Mijamy zamglony park. Aż do szkoły towarzyszy nam cisza.

8.15. Znów nie ma gdzie zaparkować. Jeździmy w kółko. Spóźnimy się. Samochody, błoto i ludzie. Dziewczynki wyciągają plecaki z bagażnika. O której nas dzisiaj odbierzesz? Około 16 – odpowiadam i uśmiecham się przepraszająco. 8.20.Wchodzimy do szkoły. Buziaki i przytulenie. Pa! Do zobaczenia! Miłego dnia! Tylko sekundę patrzę za nimi. Jak dobiegają do drzwi w radosnych podskokach. Dziękuję Ci, Boże.

Odwracam wzrok. Przechodzę obok szatni. Dzieci, rodzice, nauczyciele. Dzień dobry – odpowiadam z miłym uśmiechem. Przed gabinetem biorę głęboki oddech. Dopiero potem wchodzę.

Wybaw mnie Panie od złego człowieka…

Zaszufladkowano do kategorii Liturgia godzin | Dodaj komentarz

Wrzawa

Niepokój ma to do siebie, że demotywuje człowieka. Zabiera mu nadzieję i radość. Nam w ogóle bardzo brakuje radości. Chrześcijanie zgubili radość. To jedna z naszych win. Żyjemy w jakimś dziwnym, bliżej nieokreślonym niepokoju, który każe nam gonić za czymś, za jakimś marzeniem, jakimś sukcesem, jakąś potrzebą. Teraz się bardzo dużo mówi o potrzebach. Potrzeby dzieci, potrzeby rodziców. W szkole mamy zaspokajać potrzeby. Zamiast po prostu wychowywać i uczyć młodych ludzi, mamy przede wszystkim rozpoznawać ich potrzeby i na nie obowiązkowo odpowiadać. Potrzeby takie, owakie, siakie, specjalne, specyficzne, psychologiczne. Do dyspozycji cały katalog potrzeb.

Nie znam spokoju ni ciszy, nim spocznę, już wrzawa przychodzi.

Zaszufladkowano do kategorii Rozmowy z Hiobem | Dodaj komentarz

Jutrznia

6.00 rano. Budzik Piotra. Ledwie rejestruję nieprzytomnym wzrokiem, że wstał. Krząta się po sypialni. 6.30. Wstawaj, kochanie! Wychodzę. Dobrego dnia. Jeszcze pocałunek. Przewracam się na drugi bok. Zakrywam głowę kołdrą. Nie mogę wstać z łóżka. Całe moje obolałe, zmęczone ciało krzyczy: nie! To za mało! Za mało odpoczynku. Sił brak. Głowa boli. Dzwonek telefonu. Dźwięk spokojny, delikatny, a jednak drażniący. Boże, pozwól odpocząć. Pierwsze smsy. Pierwsze kłopoty dnia codziennego. Próbuję ignorować, ale wpijają się w mózg. Świdrują. Córeczka w radosnych podskokach, uśmiechnięta, wyspana, cudowna. Snem jeszcze pachnąca. Wstawaj, mamusiu, wstawaj. Już dzień! Uśmiecham się, bo inaczej nie można. Zmuszam się, żeby wstać. Dziewczynka chodzi za mną. Może włożysz dziś sukienkę w kropki? Proszę, proszę, proszę! Świergoczący wróbelek, który nie przestaje mówić. Wykonuję czynności jak robot. Zimna woda na twarz. Szybki makijaż. Żelazko. Naciągam rajstopy. Spódnica. Bluzka. Widzę zawód na twarzy dziecka. No cóż, może jutro będą kropki?

Schodzimy na dół po drewnianych schodach (jakie one brudne! – trzeba posprzątać przed weekendem). Wstajemy, wstajemy, już późno, skarbie. Starsza córka przeciera oczy. Jest sprawna. Ubiera się szybko, czesze. Przygotowuję śniadanie dla dzieci. Miska, mleko, płatki. To podgrzać. Tu zalać. Tam wstawić. Dzieci jedzą. Co chwila zerkam na zegarek. Pakuję kanapniki. Wlewam herbatę do termosów. Popędzam, pośpieszam. Wydaję polecenia. Spakuj plecak. Schowaj termos. Popraw bluzkę. Umyj zęby. Załóż buty. Weź szalik. Odstaw kubek. Odsuwam od siebie ból głowy. Nie myślę. Funkcjonuję. Dzieci gotowe. Zgarniam swoje rzeczy. Jeszcze laptop. Telefon. Spojrzenie w  lustro. Znów zapomniałam o śniadaniu dla siebie. Znów będę głodna. To nic. 8.00. Opuszczam dom. A tak pragnę w nim zostać.

Panie, pośpiesz ku ratunkowi memu…

 

 

Zaszufladkowano do kategorii Liturgia godzin | Dodaj komentarz

Kobiety szalone

Co się z nami stało? Spotykam się z rodzicami moich uczniów i widzę mocne kobiety i słabych mężczyzn. Kobiety zaganiane, pracujące, pędzące jak lokomotywy wciąż naprzód, rozpędzone, zadbane, piękne i… samotne. Widzę kobiety-matki zniecierpliwione, wykształcone, pewne swoich racji. Dla których dziecko jest miarą wszechrzeczy. Dziecko spędzające osiem, dziesięć godzin na lekcjach, zajęciach dodatkowych, kursach, w świetlicy szkolnej. Dziecko modnie ubrane, ładnie uczesane. Dziecko – miara wszechrzeczy.

Wiek XX miał być stuleciem dziecka. Czym zatem będzie wiek XXI? Jaką nazwą określą nas potomni? Jak nazwą to wariactwo? Jak mówić będą o nas, kobietach wyzwolonych? O nas, co same zakładamy sobie pętlę na szyję.

Mówisz jak kobieta szalona…

 

Zaszufladkowano do kategorii Rozmowy z Hiobem | Dodaj komentarz

Majątek

Oto cały majątek jego w twej mocy. Śmieszny jest człowiek w swoim nieustannym zabieganiu o rzeczy. Życie nasze składa się z rzeczy: ze zdobywania rzeczy, podziwiania rzeczy, tracenia rzeczy, produkowania rzeczy. Świat materii nas oplata. Ciasno. Rzeczy są miarą naszego istnienia. My, ludzie XXI wieku, gubimy się w labiryncie przedmiotów. Potrzebujemy ich wciąż więcej i więcej, aby nas wyręczały. Zastępowały w czynnościach dnia codziennego. Byle szybciej. Byle wygodniej. Byle lepiej i nowocześniej.

Materializm nazywamy dążeniem do piękna. Bogacenie się – drogą sukcesu. Sukces – posiadaniem rzeczy. Nikt z nas nie myśli, że im więcej ma, tym więcej straci.

Zaszufladkowano do kategorii Rozmowy z Hiobem | Dodaj komentarz

Samotność, pokora i ból

Patrzę na siebie. Patrzę na swoje życie. Z pokorą schylam głowę i mówię: tak, Boże, jesteś wielki, że dałeś mi taki los. Jesteś wspaniały, że stworzyłeś mnie właśnie taką. Jesteś niepojęty, że tak kształtujesz mnie w cierpieniu i trudzie. Jesteś niepojęty. Składam ręce do modlitwy i płaczę. I sama nie wiem, czy to jest łkanie wdzięczności czy bólu. Tak, przyjmuję to życie już od dawna. Czuję, że droga jest właściwa. Czuję, jak wszystko składa się w całość. W piękną i  dobrą całość. Tylko dlaczego ten ból tak wielki? Samotność nie do pokonania? Tęsknota za wielkim ukojeniem.

Coraz częściej ogarnia mnie spokój rezygnacji. Zgoda na to, co jest. Przekonanie, że zawsze samotność pozostanie największa. Choćbym nie wiem, jak mocno cierpiała, choćbym nie wiem, jak mocno kochała, choćbym nie wiem, jak mocno pragnęła, ona będzie. Trzeba ją chyba przytulić do serca, pokochać jak siostrę. Powiedzieć: proszę, oto jestem, wejdź i pozostań. Nie uciekać jak szaleniec. Nie tupać nogami. Nie miotać się w bólu. Przyjąć nawet z cierpieniem. Bo tylko tak dojdziemy tam, gdzie nie ma już bólu, a samotność przemienia się w radość prawdziwego życia. Trzeba tę samotność przekuć w siłę swojego charakteru, w moc, która będzie przyciągać, a nie odpychać, w wielkość zrodzoną z pokory. Samotność to jeszcze jeden sposób na przyjęcie pokory. O to w tym wszystkim chodzi – o pokorę. Byśmy, patrząc na siebie, zapłakali prawdziwie i szczerze, bez zbytniej przesady, bez sztucznego optymizmu. Byśmy realnie zapłakali nad sobą. Nad kondycją człowieka w sobie. Pokory inaczej się nie można nauczyć. Tylko przez ból. Tylko przez ogołocenie. Odarcie. Wiem o tym od dawna. Rozumiem to. Przyjmuję w swoim umyśle. Głoszę innym. Ale to nie zmniejsza mojego strachu przed cierpieniem i trudem. Strachu o siebie samą. O bliskich. Strachu przed śmiercią. Przed tą ostateczną próbą, która miażdży.

…i boleść mną targa do zmroku…

Zaszufladkowano do kategorii Rozmowy z Hiobem | Dodaj komentarz

Listopad

To nie lipcowa rocznica śmierci mojego synka, ale 1 listopada jest dniem, gdy wspomnienia bolą. Ból jest podstępny. Zbliża się małymi krokami. Nieznacznie. Jakiś czas wcześniej, gdy pierwsza myśl o listopadzie pojawi się w umyśle. Potem pęcznieje. Narasta. Aż wreszcie obezwładnia i męczy.

Miłość niespełniona, miłość, która nie przytulała, staje się bezgranicznym smutkiem. Smutkiem chowanym przed samym sobą. Płakałam więc na grobie dziecka, a dookoła pachniały kolorowe kwiaty. Płonęły znicze.

Jak zrozumieć Hioba?

Zaszufladkowano do kategorii Rozmowy z Hiobem | Dodaj komentarz