Jak pomnik

Czasami (jakże często!) przychodzą dni, gdy wszystko wydaje się szalenie nieznośne, aż do bezradnego płaczu, aż do odrętwienia. Nieznośność zdaje się narastać i trudno uchwycić moment, w którym przychodzi. Początkowo jakaś myśl tylko, mignięcie, nic nieznaczące poruszenie duszy. Lekkie niezadowolenie. Potem kłąb czarnych myśli nad głową odsuwanych jeszcze siłą woli. Gdy wydaje nam się, że to tylko zwykła chandra, a może brak snu? Niedobór magnezu – próbujemy sobie tłumaczyć poczucie egzystencjalnej pustki i duchowej jałowości. Aż nagle, znienacka nieznośność nas zalewa tak, że tracimy dech. W piersiach uczucie dławienia. Wszechogarniający smutek. Bilans, który wypada fatalnie. Jakże źle wyglądamy na tle naszych marzeń, aspiracji i ambicji – tych, co zostały już gdzieś pochowane w szufladce z napisem „niezrealizowane”. Dręczymy się obrazem tego, co się nie udało. Masochistycznie trzymamy przed oczami przegląd porażek, klęsk i katastrof. Połykamy z płaczem poczucie winy, wyjąc do swojego odbicia w lustrze. Ubieramy się w płaszczyk wrogości do wszystkich i wszystkiego, czasami z lekką nutą sarkazmu. Bolesnego, raniącego sarkazmu. Umieszczczamy siebie na piedestale z tytułem „najnieszczęśliwsza osoba wszechczasów”. I zastygamy jak pomnik.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Drobiazgi. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *